<H3>SLOW FOOD Polska:</H3>
  Będzie się działo
 
SLOW FEST SOPOT
dodano: 2015-06-24
W dniach 27 i 28 czerwca 2014 na sopockim Molo między godziną 11.00 a 19.00 odbędzie się trzecia edycja cyklicznego kulinarnego wydarzenia z udziałem znakomitych kucharzy z wielu zakątków Polski: "Slow Fest Sopot” zwany do tego roku “Sopot od kuchni”.
    więcej >>
 
  Slowfoodowe przepisy
 
Gęś domowa
dodano: 2012-11-23
Wojciech Modest Amaro – Atelier Amaro, Warszawa
    więcej >>
 
 
 
  Wiadomości
 
Slow Food na wysokościach
dodano: 2010-08-23

Trekking. Jak to jest deptać dziedzictwo ludzkości wpisane na listę UNESCO? To bardzo przyjemne zajęcie. A przy tym zdrowe. I smaczne.

Właśnie mija rok, odkąd na listę światowego dziedzictwa przyrodniczego UNESCO wpisało Dolomity. Co przekonało komitet, że góry te są wyjątkowe i zasługują na wyróżnienie? Dwa argumenty – ich uroda i znaczenie dla poznawania historii geologicznej Ziemi. Warto dodać też jako wielki atut jakość tutejszej kuchni.

Zbudowane przez morze

Białoszare wapienne skały powstały na dnie morza, które zalegało północne Włochy 250 milionów lat temu. Są zbudowane głównie z morskich osadów i korali. Choć geograficznie wchodzą w skład Alp, pod względem geologicznym mocno się różnią od reszty tych gór. W składzie ich skał znajduje się bowiem duża porcja magnezu, srebrzystobiałego metalu. Odkrył to francuski młodzieniec, początkujący geolog z drugiej połowy XVIII wieku Déodat de Dolomieu. Nietrudno się domyślić, że to od jego nazwiska pochodzi zarówno nazwa skały dolomit, jak i całych gór. Wcześniej rdzenni mieszkańcy szerokich dolin, Ladynowie, popololadino, potomkowie Retoromanów, nazywali swą okolicę Monti Pallidi, Blade Góry. Inaczej też niż reszta Alp Dolomity się kształtowały. Po wypiętrzeniu osadów bardziej miękkie skały wulkaniczne, wykruszone i wypłukane przez erozję, odsłoniły twardsze dolomity. Nie da się pomylić z innymi tych oryginalnych sylwetek – nagie szpiczaste zęby, postrzępione grzebienie, strzeliste wieże i masywne, kwadratowe tur- nie wyrastają z wysoko położonych płaskowyżów. Notabene w erozji miał też udział człowiek. Podczas I wojny światowej o Dolomity (a konkretnie o region nazwany później Tyrol Południowy) toczyły się zacięte walki między Włochami i Austriakami, z kuciem schronów w skałach i... wysadzaniem ich razem z całymi szczytami.

Podświetlane góry

Blade skały dolomitowe są jak papierek lakmusowy – w zależności od pory roku, pory dnia, i słońca nasiąkają kolorami. Raz bielą się jak uśmiech modela w reklamie pasty do zębów, innym razem żółcą się jak kaczeńce na stawie, innym jeszcze razem przybierają kolor pomarańczowy lub wręcz purpurowy, jakby w ich wnętrzu świeciła czerwona żarówka. To ostatnie zjawisko, enrosadira, zaróżowienie, nie zostawi nikogo obojętnym.

Dolomity są jak sala gimnastyczna na świeżym powietrzu. Trasy rowerowe, szlaki wędrówek pieszych, via ferraty (trudniejsze drogi w górach wyposażone w metalowe poręcze, drabinki, klamry) i pionowe strome ściany do zdobywania przez wytrawnych wspinaczy. Razem 832 trasy o łącznej długości 4787 kilometrów. Rafting i canyoning na rwących potokach, żeglarstwo i windsurfing na jeziorach, których doliczono się tu 300 – proszę bardzo.

Dolomity nie tworzą wyraźnego łańcucha górskiego. Składają się z grup skalnych oddzielonych głębokimi, szerokimi dolinami: Marmolada, Sella, Brenta, Puez, Lagorai, Latemar i wiele innych. A wśród nich jedna z najpotężniejszych i najefektowniejszych –Pale di San Martino.

Wjechać, zjeść, zjechać

Stacja kolejki linowej na obrzeżach miasteczka San Martino di Castrozza wypluwa rytmicznie zielone wagoniki. Pną się ponad lasem, unosząc w górę kilkuosobowe grupki turystów. Z 1444 m n.p.m. do1965 m n.p.m. Ale to mało. Ludzie chcą jeszcze. Zmieniają więc niewielkie obłe kapsuły na kwadratowe oszklone budki wyciągu, który zdobywa kolejne metry, aż zatrzymuje się na wysokości 2635 m n.p.m.

Z czerwonego wagonu wysypują się kolorowe robaczki. I od razu zaczynają się wdrapywać na stromy stok rozpościerający się szeroko obok stacji kolejki. Taras widokowy omijają z pogardą, bo przecież za kilka chwil spojrzą na okolicę z jeszcze większej wysokości. I rzeczywiście, docierają do metalowego krzyża na jednym z najwyższych szczytów w płaskowyżu Pale di San Martino –Rosetcie (2741 m n.p.m.).

Widok jest wspaniały. Z jednej strony – kilkusetmetrowa przepaść, dla odważnych, którzy zbliżą się do krawędzi i wychylą. W dole, w zielonej dolinie San Martino di Castrozza – garść domów zbitych w gromadę. Z drugiej – ogromna jednobarwna pustynia, na której środku sterczy pudełeczko nakrytego spadzistym dachem schroniska. Statek kosmiczny, który wylądował na Księżycu, by zabrać turystów. A ci posłusznie schodzą teraz w jego stronę. Ciągnie się wąska stróżka niebieskich kurtek, zielonych plecaków, żółtych bluz, wobec ogromu otaczającej przestrzeni wyglądających jak kolorowe robaczki. Te robaczki wiedzą, co robią. Wrifugio Pedrotti alla Rosetta można się całkiem dobrze najeść.

W dużej sali na środku rifugia króluje kaflowy piec. Właśnie nastała pora lunchu, przy drewnianych stołach gwarny tłum. Uśmiechnięte kelnerki sprawnie roznoszą deski z lokalnymi przysmakami – na jednych zawinięte zgrabnie cienkie plastry suszonej szynki i kiełbas z apetycznymi białymi okami tłuszczyku lub przypominających salami. Na drugich – kawałki kilku rodzajów twardych słonecznych serów, w tym słynnego trentingrana. A kiedy goście opróżnią deski, popijając czerwonym trydenckim winem Marzemino lub cierpkim Teroldego Rotaliano, kelnerki pojawiają się z tacami pachnących podłużnych trójkątów domowej szarlotki (jabłka są jednym z największych bogactw regionu) i sernika, poprószonych cukrem pudrem. Ciasto rozpływa się w ustach.

Dolce vita na 2581 m n.p.m. Ale nie dolce far niente. Przynajmniej nie dla części przybyłych do schroniska wędrowców.

 

Deszcz w kotle

Jedni turyści kończą tu spacer, wrócą teraz do kolejki. Inni dopiero zaczynają wędrówkę. Mocne buty za kostkę, grube skarpety, małe plecaki z podręcznym wyposażeniem, ciepłe czapki lub kapelusze na głowach, mapy w rękach. Wizyta wrifugio to dla nich tylko przystanek na szlaku. Wychodzi ich stąd kilka, drogowskaz ugina się od tabliczek.

Droga 709 wgłąb płaskowyżu Pale obiecuje niezbyt trudny trekking wśród pięknych krajobrazów. Kilka godzin marszu zaprowadzi wędrowców do następnego schroniska, tym razem na nocleg. To fragment większego, 200-kilometrowego szlaku, Trekking delle Leggende, łączącego trzy obszary: Val di Fiemme, San Martino – Primiero – Vanoi i Val di Fassa.

Ruszają w stronę przełęczy Passo Val di Roda. Kamienista ścieżka nie jest zbyt trudna, różnice w wysokości terenu też nie absorbują piechurów. Mogą się skupić na widokach, a te są przecież w Dolomitach najważniejsze.

Kłębiące się białe chmury przysłaniają co chwila różne partie gór. Raz słońce oświetla jedne szczyty, raz drugie. To, co przed chwilą było szare, teraz jest zaróżowione, i odwrotnie. Uderzają ogromne przestrzenie, szczyty gór są odległe. Zresztą czy to szczyty? Na pewno nie w rozumieniu szczytów znanych z Tatr. Raczej pojedyncze lub zbite w grupy szpice, wieżyce, zamczyska.

Spod kamieni filuternie wyglądają zielone kępki kwiatków z białymi (rogownica alpejska), żółtymi (mak alpejski), fioletowymi (lepnica) główkami lub granatowymi dzwonkami. Szlak znaczą biało-czerwone paski namalowane na głazach, trzeba ich wypatrywać, ale generalnie trudno zmylić drogę. Chyba że nadejdzie mgła, o co na tych wysokościach nietrudno. Choć to środek lata i spacer zaczynał się w pięknym słońcu i przy błękitnym niebie, załamanie pogody powoduje, że trzeba wyjąć z plecaków cieplejsze bluzy i cienkie kurtki przeciwdeszczowe. Zaczyna mżyć, siąpić, a potem padać. Nagle wszystko wokół staje się bure, monochromatyczne, płaskie.

Na szczęście po godzinie chmury deszczowe odchodzą i się przejaśnia. Na łacie zszarzałego śniegu na zboczu góry po drugiej stronie przełęczy ktoś napisał (wydeptał?) wielkimi literami ANIA. Aha, nasi tu byli.

Wreszcie wyłania się sam Pala di San Martino, najwyższy szczyt na szlaku – 2983 m n.p.m., choć nie najwyższy w grupie Pale di San Martino, bo przewyższają go cztery inne.

Nocleg pod stromą ścianą

Coraz mniej turystów na szlaku, który teraz wychodzi nako- lejną szeroką pustać – kocioł Pradidali – zasypaną kamieniami i okoloną, niczym koroną, stromymi, gładkimi ścianami skał, których najwyższe czubki chowają się we mgle. Jak przyznają znawcy Dolomitów, to miejsce wyjątkowej, urody, nawet jak na te góry. Księżycowe.

Kilka godzin wędrówki daje się już nieco we znaki. Wędrowcy wypatrują schroniska, ale ciągle go nie widać, choć musi być już blisko. Wreszcie z daleka zaczyna majaczyć ciemna sylwetka. Ale to jeszcze pół godziny marszu. Zanim tam dotrą, spotkają stado biało-czarnych owiec i baranów skubiących marną na tej wysokości trawę.

Kamienna budowla rifugia Pradidali (2278 m n.p.m.), ożywiona jedynie pomalowanymi w czerwone pasy okiennicami, przycupnęła pod gładkimi ścianami Cima Canali (2900 m n.p.m.), na skraju stromego zejścia do doliny Pradidali.

O ile schronisko Rosetta przypominało wesołą karczmę, o tyle Pradidali ogranicza się do funkcji miejsca odpoczynku dla znużonych wędrowców i alpinistów. Goście mogą tu liczyć na jeden z dwóch skromnych posiłków (np. makaron z sosem) i miejsce do spania w kilkunastoosobowej sali zastawionej ciasno piętrowymi łóżkami. Czas pozostały do nocnego spoczynku mogą zabić przy grach towarzyskich na oszklonym tarasie, zastępujących gapienie się w telewizor, którego tu i tak nie ma.

Sztuka gotowania polenty

Rano dno kotła tonie w szarej mgle. Ostre słońce oświetla jedynie czubki skał, potem ogrzewa coraz większe ich części, powoli schodzi niżej. Wędrowcy, pokrzepieni snem i śniadaniem (jajka, jogurt, dżem, pieczywo), ruszają stromą, wąską ścieżką, trawersami w dół. Tam, gdzie zieleni się dolina. Ich celem jest Cant del Gal (1180 m n.p.m.).

Z prawej towarzyszą im pięknie rozświetlone skały Cima di Ball (2605 m n.p.m.), Sass Maor (2814 m n.p.m.) i Cimerlo (2503 m n.p.m.).

Kilkaset metrów niżej pojawiają się wreszcie krzewy, a wśród nich plac z drewnianymi ławami na odpoczynek. Schodzenie nie jest tak męczące, a przecież T-shirty są mokre od potu. Można tylko współczuć tym, którzy obrali drogę odwrotną i dopiero wspinają się do schroniska.

Po kilku kilometrach droga wchodzi do iglastego lasu. Świerki i jodły dają cień, pomiędzy nimi spływa strumyk. Jeden, drugi, trzeci. Tworzą strumień, strumień wpada do rwącego potoku. Ale i tak biegnący środkiem doliny kamienisty nurt rzeki pozostaje suchy. Jak droga w budowie, na którą zwieziono materiał budowlany i go rozrzucono, ale jeszcze nie ułożono. Prawdopodobnie rzeka wypełnia się wodą jedynie podczas wiosennych roztopów.

Wreszcie strome zejście za nimi. Kiedy wędrowcy wychodzą na ostatnią prostą, czują, że nie zasłużyli na nagrodę w postaci takiego widoku – przed nimi szeroka pola- na otoczona nagimi skałami, jak wielka misa z dnem wysłanym zieloną trawą, z której soczystości korzystają z zapałem pasące się krowy i stado włochatych kóz. Na skraju łąki stoi stylowa chata – karczma Malga Canali.

W rogu pomieszczenia na parterze gospodyni w fartuchu, ukryta pod wielkim okapem, miesza warząchwią w miedzianym kotle zawieszonym nad paleniskiem. Kto odwiedził Dolomity, musi spróbować tutejszej specjalności – polenty, gęstej paćki z mąki kukurydzianej. Polenta nie jest wyszukanym odświętnym przysmakiem, lecz codziennym składnikiem posiłku tutejszych górali, jak u nas kartofle. Nie- mniej gospodynie prześcigają się w gotowaniu jak najsmaczniejszej mamałygi. A sztuka polega na tym, by gotować ją długo – godzinę lub nawet trzy – cały czas mieszając.

Polenta podawana jest z sosami i bez, do mięsa, ryb lub grzybów. Zdrożeni wędrowcy, którzy rozsiedli się na ławach pod karczmą i zdjęli buty z rozgrzanych stóp, są ugoszczeni orkiszową zupą, polentą z potrawką z królika, pieczonym kurczakiem i inną tutejszą specjalnością – omletem z roztopionym serem. Aromatyczna kawa podana w malutkich jak naparstki emaliowanych kubeczkach podnosi wszystkich na ciele, a kropelka wiśniowej nalewki wieńczącej posiłek – na duchu.

Filip Frydrykiewicz, Rzeczypospolita

    << powrót
 
  Dołącz do nas
 
 
 
 
 
 
  Sonda
 
 
 
|  e-biuletyn  |  |  mapa strony  |  kontakt  |