<H3>SLOW FOOD Polska:</H3>
  Będzie się działo
 
SLOW FEST SOPOT
dodano: 2015-06-24
W dniach 27 i 28 czerwca 2014 na sopockim Molo między godziną 11.00 a 19.00 odbędzie się trzecia edycja cyklicznego kulinarnego wydarzenia z udziałem znakomitych kucharzy z wielu zakątków Polski: "Slow Fest Sopot” zwany do tego roku “Sopot od kuchni”.
    więcej >>
 
  Slowfoodowe przepisy
 
Gęś domowa
dodano: 2012-11-23
Wojciech Modest Amaro – Atelier Amaro, Warszawa
    więcej >>
 
 
 
  Wiadomości
 
Uczniowie z Kiełczowa nie chcą śmieciowego jedzenia
dodano: 2011-03-23
W szkole w Kiełczowie dzieci chrupią marchewki, same wyciskają soki z cytrusów i komponują kanapki. To jedyna w Polsce szkoła, która bierze udział w programie European Schools for Healthy Food. - Nie chcemy śmieciowego jedzenia - mówią nauczyciele i dzieci.

Szefowa kuchni i sklepiku Krystyna Piejko codziennie sama obiera kilka kilogramów marchwi. Soczysta schłodzona marchewka po 10 groszy jest szkolnym hitem. Za złotówkę w szkolnym sklepiku można kupić jabłko, gruszkę albo pomarańczę. Za dwa złote - kanapkę wedle własnej kompozycji: dzieci same wybierają dodatki, np. pomidor, ser, ogórek. Jeśli czipsy, to tylko z buraków, pomidorów i jabłek. Żadnych kolorowych gazowanych napojów, wyłącznie woda mineralna. Żadnych cukierków, tostów, żelków.

Codziennie gotuje się świeże zupy (wczoraj serwowano wiosenną, inną ulubioną przez uczniów jest neapolitańska z serem) i podaje surówki. Zupa jest zawsze w wazie, dzieci częstują się nawzajem i zjadają tyle, na ile mają ochotę. Wszystkie warzywa i część owoców są od dostawcy z sąsiedniej wsi. Za kilka dni przy szkole powstanie ogródek, w którym dzieci same będą uprawiać zieleninę i warzywa. Na ścianach wiszą przepisy na serowego jeża, krokodyla z ogórka i łódki z jajek oraz hasło "Jedz lokalnie, myśl globalnie". Dzieci same wymyśliły "piątki ze smakiem" - tego dnia przynoszą własne domowe przepisy i pieką owsiane ciasteczka albo robią sałatki. Zwiedzają także lokalne piekarnie, gdzie same piekły bułki.

Wyjątkową szkołę oglądali wczoraj z uznaniem Włosi ze Slow Food, międzynarodowej organizacji non profit, która promuje dobre jedzenie i niespieszny tryb życia. To Włosi wymyślili European Schools for Healthy Food, do którego na razie należy 13 szkół w Europie. Program zakłada poprawę jakości szkolnych posiłków, nawiązanie do lokalnych tradycji, korzystanie z miejscowych produktów i odpowiednią kulturę jedzenia. - Posiłki powinny działać na zmysły i budzić emocje - mówi Annalisa D'Onorio ze Slow Food. - Szkolne jedzenie ma być przyjemnością, a nie koszmarem.

W niektórych włoskich szkołach korzysta się wyłącznie z produktów od lokalnych producentów, uczniów i ich rodziny zaprasza się do wspólnego gotowania, a rodzice e-mailem dostają informacje, co dzieci danego dnia jedzą, dlaczego wybrano właśnie takie jajka, jakiej rasy są kury i skąd pochodzą pomidory na sos.

Kiełczowska podstawówka jest jedyną w Polsce, która zbliża się do ideału slow food. - Kiedy byłam we Włoszech, usłyszałam o tej idei i postanowiłam wprowadzić ją u siebie - mówi Joanna Lejza, dyrektorka Szkoły Podstawowej im. Wandy Chotomskiej w Kiełczowie. - Nie ma już u nas zgody na byle jakie jedzenie. Kiedy raz w sklepiku pojawiły się słodkie szyszki z ryżu, dzieci same mi o tym doniosły i szyszki zniknęły. U nas picie coli to obciach - śmieje się.

Przyznaje, że niektórzy rodzice w ogóle nie interesują się, co i czy w ogóle ich dziecko jada w szkole. - Dają kilka złotych, za co dzieci kupują czasem byle co. Rodzice nie zdają sobie sprawy, jak silny związek jest między tym, co zjada ich dziecko, a jego wynikami w nauce i zachowaniu. Jest coraz więcej dowodów, że nafaszerowane konserwantami reklamowane pseudoprzysmaki nasilają nadpobudliwość u dzieci - mówi dyrektorka.

Na 240 szkół podstawowych w powiecie wrocławskim tylko w 82 są stołówki. Z tego tylko w 49 gotuje się świeże obiady, reszta korzysta z cateringu. - Takie jedzenie masowej produkcji, przywożone gdzieś z drugiego końca miasta, jest letnie i nie tak świeże jak to prosto z garnka. Ale dla szkół tak jest wygodniej: nie muszą się martwić o utrzymanie kuchni, opłacenie personelu - mówi Czesława Bigaj z sanepidu. - A to, co sprzedaje się w szkolnych sklepikach, to horror.

Źródło: Aneta Augustyn, Gazeta Wyborcza Wrocław

    << powrót
 
  Dołącz do nas
 
 
 
 
 
 
  Sonda
 
 
 
|  e-biuletyn  |  |  mapa strony  |  kontakt  |